Najpierw pytanie „po co”
Modyfikacja, która ma sens w aucie na weekend, w aucie dojazdowym kończy się reklamacją. Dlatego zaczynamy od rozmowy o tym, jak auto jest używane, ile ma przebiegu i co ma się realnie zmienić.
Czasem odpowiedzią jest komplet lepszych opon i regulacja zawieszenia zamiast kosztownej przebudowy. Mówimy to, nawet jeśli oznacza mniejsze zlecenie.
Gdzie stawiamy granicę
Nie wykonujemy modyfikacji, które usuwają elementy odpowiadające za bezpieczeństwo albo za zgodność auta z homologacją. Powiemy wprost, jeśli zmiana wpłynie na wynik badania technicznego lub na zakres odpowiedzialności ubezpieczyciela.
Trzydzieści lat pracy w tym samym miejscu ma tę właściwość, że skutki własnej roboty ogląda się później osobiście.